Dziś pierwszy dzień Nowego Życia.
Postanowiłam, że wczorajszy będzie nie końcem, a Początkiem.
Tak brzmi lepiej i tak się lepiej czuję.
Dziękuję i Wam za wirtualne wsparcie :)
Przy okazji - fiolet może 'najulubieńszym' kolorem nie jest. Ale jeśli dobrze rysuje i jest wystarczająco gruby - biorę!
Nie wiem czy ja jeszcze jestem w szoku, czy trzyma mnie adrenalina. A może to mechanizm obronny organizmu? A może po raz kolejny odetchnęłam "już po wszystkim" i odpuściło. Bo nie mam się najgorzej na świecie. Do wczoraj umierałam przez ostatnie dni. A po rozprawie płakałam, ale tylko trochę.
Dziś wstałam, czuję się dziwnie. Nie potrafię zidentyfikować dlaczego.
Jego już nie ma. Ale nie było go już od miesięcy. Może dotarło do mnie, że teraz naprawdę go nie ma. I już nie będzie...
... do niedawna miałam poukładane wszystko "już na całe życie". A tu nie. okazuje się, że nie mamy nikogo na własność i tej gwarancji nie dostajemy. Nigdy. Trochę mi smutno. Ale każdą myśl wspominającą ucinam. Ucinam i wmawiam sobie "teraz wszystko przede mną". Na nowo. Na nowo, lepiej, tylko lepiej.
Czas na reset.
Oczekiwanie
8 miesięcy temu